
| |
|
| |
Cudowna obrona |
| |
|
|
 |
Brat
Leon, owieczka Boża, przyszedł do nas
z garścią smutnych wiadomości. Otóż wnuk cesarza
Barbarosy, a syn Henryka - Fryderyk zawiódł tak bardzo
pokładane w nim nadzieje. Wychowywany pod opieką
papieża, nie tylko nie okazywał wdzięczności, ale
występował przeciw Kościołowi, jako heretyk.
Inteligencję, odwagę
i męstwo oddał na usługi gwałtu i przemocy. Zapragnął z
Włoch uczynić sobie letnią rezydencję i tu w
malowniczych krajobrazach południowej Europy upajać
swoją poetycką duszę. Dwudziestotysięczna, świetnie
wyćwiczona armia Saracenów była ślepo poddana swojemu
władcy. Brat Leon, kończąc te opowieści
zaznaczył, że wojsko Fryderyka zbliża się już do doliny
Spoleto. Prosił o modlitwę, pobłogosławił nas i odszedł.
Zebrałam
wszystkie siostry, przekazałam aktualny stan i
zagrożenie, jakie nam grozi. "Siostry, wiele dóbr
otrzymałyśmy od tego miasta, dlatego winnyśmy prosić
Boga, by je ocalił". Cały konwent udał się do stóp
tabernakulum i w gorącej modlitwie błagał o
miłosierdzie...
|
|
|
Mieszkańców
Asyżu ogarnął lęk. Co trochę
ktoś przynosił wieść o zbliżającym się niebezpieczeństwie i błagał
o modlitwę.
W piątek około godziny
trzeciej w miesiącu wrześniu, siostra furtianka uderzyła w duży dzwon.
Saraceni byli już na murach naszego klasztoru. Przerażone siostry
instynktownie zbiegły się wokół mojego łóżka, gdyż właśnie zmogła mnie
choroba. Poprosiłam siostrę infirmerkę i siostrę Illuminatę
z Pizy, aby pomogły mi wstać. Wzięłam w ręce kasetę z Najświętszym
Sakramentem i upadłszy na kolana modliłam się. "Panie, strzeż te swoje
służebnice, ponieważ ja nie mogę ich ustrzec".
Ku
mojemu zdziwieniu, usłyszałam głos: "Ja zawsze będę Cię bronił". "Panie,
niech Ci się spodoba obronić też to miasto". I ten sam głos odrzekł:
"Miasto ucierpi wiele, ale będzie ocalone". Wówczas uspokojona zupełnie,
pełna odwagi i radości zwróciłam się do sióstr: "Nie trwóżcie się,
ponieważ ja jestem dla was rękojmią, że ani obecnie nie doznacie żadnego
zła, ani też nie stanie się to
w innym czasie, póki będziecie posłuszne przykazaniom Bożym". Zmęczona i
zbolała wróciłam do
infirmerii.
Po chwili siostra przybiegła
z rozpromienioną twarzą oznajmiając, że żołnierze pośpiesznie się
wycofują. Nie dziwiłam się temu, bo ten, którego wybrała moja dusza,
obiecał to.
Kiedy
atmosferę paniki zastąpił pełen wdzięczności śpiew Magnificat,
przywołałam siostrę Illuminatę
i siostrę infirmerkę i zapytałam, czy coś słyszały, gdy wsparta na ich
ramionach trzymałam Najświętszy Sakrament. Siostra Illuminata odparła:
"Tak Matko, słyszałam delikatny głos chłopięcy". "Nakazuję wam w imię
świętego posłuszeństwa, dopóki żyję, nie opowiadajcie tego nikomu".
Mniszki na znak pokornej zgody spuściły głowy. |